niedziela, 12 października 2014

CHINY od kuchni... cz.1





















        W połowie września udało mi się wsiąść w samolot i wyruszyć wraz z moim towarzyszem i niewielką walizką w niezapomnianą podróż po Chinach. 
     Pierwsze dni spędziliśmy w Pekinie, skąd szybką koleją dostaliśmy się do miasta nazywanego Wenecją Wschodu (Suzhou), a następnie do Szanghaju. Na końcu przejechaliśmy 400 km chińską autostradą w kierunku najtrudniejszego elementu całej wyprawy- Gór Huang Shan.
      Każdego dnia odważnie próbowałam chińskiej kuchni, chociaż nie zawsze wiedziałam co jem i nie zawsze dokonywałam dobrych wyborów :) 

PEKIN..




















      Już pierwszego dnia wybrałam się na handlową ulicę Wangfujing. Ogromna liczba ludzi, hałas i ogólne zamieszanie ogarnęły mnie z każdej strony.
      W dziesiątkach niewielkich budek łatwo było znaleźć coś dla siebie.. Owoce morza, orientalne owoce i warzywa, szaszłyki z żywymi skorpionami to tylko kilka dostępnych tam smakołyków. Kucharze, którzy jednocześnie byli sprzedawcami głośno przekonywali, żeby spróbować właśnie ich dań... decyzja nie była łatwa :)












































Co na obiad?


       Przygotowanie 1 ze 100 potraw z karty to żaden problem dla chińskiego kucharza, trudniej gościom odpowiedzieć na pytanie "co dzisiaj zjem na obiad?". 
       W Chinach zamawiane dania  stawiane są na środku stołu i każda osoba powinna spróbować odrobiny wszystkiego.. myślę, że taka tradycja zbliża ludzi, którzy mogą prawdziwie cieszyć się ze wspólnego jedzenia.
       Oczywiście Chińczycy nie używają sztućców, więc przed wyjazdem warto zaprzyjaźnić się z pałeczkami :)


        Próbując po raz pierwszy Wontonów byłam zachwycona ich smakiem. Każdy (często wielkości pięści) tradycyjny pierożek z mięsem i warzywami trzeba zjeść na raz, żeby uchwycić aromat wypełniającego go płynnego rosołu.

















         Bardzo popularne są dania z woka z warzywami.. Podpatrując Chińczyków zauważyłam, że wcale nie jedzą ogromnych ilości ryżu, a właśnie tego typu potrawy bez dodatków.



































        Zupy w Chinach podaje się jako dania drugie. Możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie, kiedy najadłam się daniem głównym, a na stół wjeżdżają dwie niebezpiecznie olbrzymie misy wazowe. Niestety chińskie zupy, których próbowałam były raczej specyficzne i nie do końca przypadły mi do gustu.


Zupa z grzybami mun, bambusem i octem














Zupa z ogórkiem i pomidorem














Zupa z wodorostami, jajkiem i pierożkami















Co do picia?

Śwież0 wyciskane soki owocowe- pycha!!


















Napoje z saturatora



















Piwo- warzenie nie jest mocną stroną Chińczyków.. Słód jedynie jęczmienny, słabe- około 3 % i bez smaku...




















Herbata. Warto tutaj zaznaczyć, że Chińczycy nie piją kawy, ale rekompensują to sobie spożywaniem olbrzymiej ilości zielonej herbaty :) piją ją wszędzie nosząc ze sobą w specjalnych przeźroczystych kubkach termicznych lub po prostu w słoikach.


co jeszcze można zjeść na chińskiej ulicy?

Chrupiące naleśniki z jajkiem-idealne na śniadanie. 
Sprzedawcy każdego ranka rozkładali przenośne budki i smażyli je dla idących do pracy Chińczyków, po czym znikali tak szybko, jak się pojawili. Pyszne, ciepłe i świeże :)

Grubsze, puszyste naleśniki z jajkiem i wieprzowiną.

kukurydza.. niestety bez soli :(
mięska
lody (tutaj smak mango i melon)
    W Pekinie każde spróbowane danie było prawdziwą przygodą dla kubków smakowych. Jedzenie było zupełnie inne od naszego i niesamowicie przypadło mi do gustu :) 

Już niedługo zapraszam na część drugą !!! :)

6 komentarzy:

  1. zazdroszczę Ci wyjazdu :) super sprawa. Możesz coś więcej napisać o tych naleśnikach z jajkiem? Facet leje ciasto naleśnikowe i na to rozbełtane jajko? Dorzuca coś więcej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciasto było sztywniejsze i bardziej kruche niż to z tradycyjnych naleśników. Babeczka wlewała łyżkę ciasta, następnie wbijała na środek jajko prosto ze skorupki i rozprowadzała po całości. Na to ostra pasta chilli, szczypiorek, sałata i tam bardzo popularne-wonton wrappers (kwadratowe "chrupki" smażone na głębokim oleju). Postaram się pod koniec przyszłego tygodnia dodać szczegółowy przepis ;)

      Usuń
  2. Izuś, bardzo przyjemnie mi się czytało twojego bloga na temat Chińskiego żarełka, mam nadzieje, że mi też się uda spróbować takich wspaniałych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowita relacja z Chin okraszona wspaniałymi zdjęciami - niestety ale ja do dzisiaj nie mogę zaprzyjaźnić się z pałeczkami ponieważ odwiedzam u nas chińskie restauracje a mimo to jak do tej pory idzie mnie to ba......rdzo niezdarnie. Dzięki za wspaniałą relację :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. witaj, a znasz może przepis i wszystkie składniki na zupę z grzybami mun octem i bambusem?
    pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń