piątek, 31 października 2014

KREM Z DYNI Z SEREM PLEŚNIOWYM I ORZECHAMI WŁOSKIMI






















..halloween

przepis:

SKŁADNIKI:
  • 1,5 kg dyni
  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 łyżki masła
  • 500 ml bulionu warzywnego
  • przyprawy: sól, pieprz, sporo imbiru, chilli, szczypta gałki muszkatołowej
dodatkowo:
  • kawałek pokruszonego sera z błękitną pleśnią (u mnie lazur)
  • garść mielonych orzechów włoskich

PRZYGOTOWANIE:
  1. Dynię obieramy, pozbawiamy miękkiego środka i kroimy w kostkę. Cebulę i czosnek kroimy w plasterki.
  2. W dużym garnku rozpuszczamy masło, dodajemy dynię, czosnek i cebulę. 
  3. Wszystko zalewamy bulionem (doskonale sprawdzi się wrzątek z warzywną kostką rosołową;) i gotujemy 20 minut.
  4. Doprawiamy podanymi przyprawami i blendujemy.
  5. Krem z dyni podajemy posypany serem i orzechami włoskimi. Gotowe !! :)




czwartek, 30 października 2014

CHINY od kuchni... cz.2

Dzisiaj wybierzemy się w kulinarną podróż do Szanghaju, Suzhou i Huangshan:) 

HUANG SHAN...


Żółte Góry to wyjątkowo spektakularne miejsce w Chinach. Od podnóża aż do najwyższych szczytów prowadzą tutaj kamienne schody, których pokonanie nie jest łatwym zadaniem....










Nic dziwnego, że po całodziennej wędrówce musiałam naładować baterie :) 


Trafiłam do restauracji w niewielkim wysokogórskim hotelu. Na tę wysokość nie docierały już żadne środki transportu, więc składniki do przyrządzanych potraw dostarczali specjalnie zatrudnieni tragarze.
Zjadłam niesamowite, duszone bakłażany w chińskim sosie
(trudno opisać ich smak, ale było to jedno z najlepszych spróbowanych przeze mnie dań)..















.. i aromatyczną wieprzowinę z zieloną papryką
















50 km od Góry Huang Shan położone jest miasteczko o tej samej nazwie. 
W jego centrum codziennie około godziny 20 rozkładają się stoiska z pysznym, grillowanym jedzeniem w bardzo przystępnej cenie.














Można tam zjeść ryby, świeże warzywa, owoce morza i wiele innych smakołyków...  Wystarczy podejść i wskazać na co mamy ochotę :) Bardzo zasmakowała mi pikantna kukurydza i ostrygi zapiekane z czosnkiem i pomidorami.



















Miasteczko i Góry Huangshan będę wspominać z ogromną sympatią. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się zjeść obiad taki jak tam ;)













SZANGHAJ...


Nie sądziłam, że wieżowce zrobią na mnie tak ogromne wrażenie..
Niestety kulinarna strona miasta nie była równie zachwycająca... 














Nie trafiłam tutaj na bazarki spożywcze i tanie lokalne knajpki :( Wiele restauracji oferowało za to egzotyczne przysmaki kuchni europejskiej jak spaghetti bolognese, czy francuskie frytki:)


Próby zjedzenia chińskich smakołyków w Szanghaju zakończyły się niepowodzeniem.



kurczak (o zgrozo! same chrząstki) z cebulą, suszonym chilli 
(   :(   ) i odrobiną szczypiorku






uliczne sushi z suszonym tuńczykiem i mango (   :(   )









Przy życiu utrzymały mnie bardzo popularne "chińskie zupki" :)


..z pastą chilli i parówką









..ze szpinakiem, wodorostami i jajkiem










SUZHOU...



















Krótki pobyt w Wenecji Wschodu rozpoczęłam od obfitego śniadania w hotelu. W Chinach takie śniadanie jest zupełnie inne niż u nas. Można zjeść różne pierożki, makarony, ryż na wiele sposobów, imbirowe kluseczki i smażone warzywa.





















Na podwieczorek..


gofrowe dzwonki z kremem 
-waniliowe, tiramisu i z fasolą, 
która jest w Chinach bardzo popularnym dodatkiem do deserów...










Na obiad..

..kurze nóżki :)




Przypadkowo trafiłam do restauracji typu "zrób to sam", gdzie dostałam naczynie z wywarem i niewielkim grillem.







Następnie moim zadaniem było wylosowanie z chńskiej karty składników, które będę dla siebie samodzielnie przyrządzać.

...niestety wybrałam kurze nóżki...
Po spróbowaniu nie zaliczam ich do smakołyków :(












Zapraszam wszystkich również na część pierwszą CHIN od kuchni: 
http://izabelagotuje.blogspot.com/2014/10/chiny-od-kuchni-cz1.html

Podsumowanie: Chiny są bardzo fajne !! Koniec :)

niedziela, 12 października 2014

CHINY od kuchni... cz.1





















        W połowie września udało mi się wsiąść w samolot i wyruszyć wraz z moim towarzyszem i niewielką walizką w niezapomnianą podróż po Chinach. 
     Pierwsze dni spędziliśmy w Pekinie, skąd szybką koleją dostaliśmy się do miasta nazywanego Wenecją Wschodu (Suzhou), a następnie do Szanghaju. Na końcu przejechaliśmy 400 km chińską autostradą w kierunku najtrudniejszego elementu całej wyprawy- Gór Huang Shan.
      Każdego dnia odważnie próbowałam chińskiej kuchni, chociaż nie zawsze wiedziałam co jem i nie zawsze dokonywałam dobrych wyborów :) 

PEKIN..




















      Już pierwszego dnia wybrałam się na handlową ulicę Wangfujing. Ogromna liczba ludzi, hałas i ogólne zamieszanie ogarnęły mnie z każdej strony.
      W dziesiątkach niewielkich budek łatwo było znaleźć coś dla siebie.. Owoce morza, orientalne owoce i warzywa, szaszłyki z żywymi skorpionami to tylko kilka dostępnych tam smakołyków. Kucharze, którzy jednocześnie byli sprzedawcami głośno przekonywali, żeby spróbować właśnie ich dań... decyzja nie była łatwa :)












































Co na obiad?


       Przygotowanie 1 ze 100 potraw z karty to żaden problem dla chińskiego kucharza, trudniej gościom odpowiedzieć na pytanie "co dzisiaj zjem na obiad?". 
       W Chinach zamawiane dania  stawiane są na środku stołu i każda osoba powinna spróbować odrobiny wszystkiego.. myślę, że taka tradycja zbliża ludzi, którzy mogą prawdziwie cieszyć się ze wspólnego jedzenia.
       Oczywiście Chińczycy nie używają sztućców, więc przed wyjazdem warto zaprzyjaźnić się z pałeczkami :)


        Próbując po raz pierwszy Wontonów byłam zachwycona ich smakiem. Każdy (często wielkości pięści) tradycyjny pierożek z mięsem i warzywami trzeba zjeść na raz, żeby uchwycić aromat wypełniającego go płynnego rosołu.

















         Bardzo popularne są dania z woka z warzywami.. Podpatrując Chińczyków zauważyłam, że wcale nie jedzą ogromnych ilości ryżu, a właśnie tego typu potrawy bez dodatków.



































        Zupy w Chinach podaje się jako dania drugie. Możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie, kiedy najadłam się daniem głównym, a na stół wjeżdżają dwie niebezpiecznie olbrzymie misy wazowe. Niestety chińskie zupy, których próbowałam były raczej specyficzne i nie do końca przypadły mi do gustu.


Zupa z grzybami mun, bambusem i octem














Zupa z ogórkiem i pomidorem














Zupa z wodorostami, jajkiem i pierożkami















Co do picia?

Śwież0 wyciskane soki owocowe- pycha!!


















Napoje z saturatora



















Piwo- warzenie nie jest mocną stroną Chińczyków.. Słód jedynie jęczmienny, słabe- około 3 % i bez smaku...




















Herbata. Warto tutaj zaznaczyć, że Chińczycy nie piją kawy, ale rekompensują to sobie spożywaniem olbrzymiej ilości zielonej herbaty :) piją ją wszędzie nosząc ze sobą w specjalnych przeźroczystych kubkach termicznych lub po prostu w słoikach.


co jeszcze można zjeść na chińskiej ulicy?

Chrupiące naleśniki z jajkiem-idealne na śniadanie. 
Sprzedawcy każdego ranka rozkładali przenośne budki i smażyli je dla idących do pracy Chińczyków, po czym znikali tak szybko, jak się pojawili. Pyszne, ciepłe i świeże :)

Grubsze, puszyste naleśniki z jajkiem i wieprzowiną.

kukurydza.. niestety bez soli :(
mięska
lody (tutaj smak mango i melon)
    W Pekinie każde spróbowane danie było prawdziwą przygodą dla kubków smakowych. Jedzenie było zupełnie inne od naszego i niesamowicie przypadło mi do gustu :) 

Już niedługo zapraszam na część drugą !!! :)